31 października 2026

Magazyn „LIFE” wraca do druku

Magazyn „LIFE” wraca do druku

Grafika zapowiadająca powrót magazynu, z materiałów Fotopolis.pl.

Magazyn „LIFE” wraca do druku. Nowy numer ukaże się 23 listopada 2026 roku, dokładnie 90 lat po premierze pierwszego wydania. Tym razem jako kwartalnik w dużym formacie, za 45 dolarów, czyli według przeliczenia Fotopolis około 180 zł. Po latach, w których „LIFE” istniał głównie jako marka i archiwum, to ciekawy eksperyment: czy w czasach niekończącego się przewijania zdjęć w telefonie wciąż chcemy oglądać fotografie na papierze?

Co wiemy o nowym „LIFE”?

  • Premiera: 23 listopada 2026 roku.
  • Pierwszy numer: „Where Are We Now?” („Gdzie jesteśmy teraz?”), o współczesnej Ameryce.
  • Objętość: około 250 stron (TheWrap podaje 248).
  • Format: 11 na 16 cali, czyli mniej więcej 28 na 41 cm, podobnie jak dawny „LIFE”.
  • Okładki: sześć wersji pierwszego numeru.
  • Częstotliwość: cztery numery w roku.
  • Cena: 45 dolarów za numer.
  • Sprzedaż: wybrane księgarnie i saloniki prasowe w Stanach Zjednoczonych oraz prenumerata.
  • Reklamy: bez tradycyjnych reklam prasowych.

Pierwszą z sześciu okładek „LIFE” pokazał na Instagramie. Jest na niej Andrew Jarrell, rybak z Alaski, który wyrusza na swoją dziewiątą wyprawę na dorsza pacyficznego na Morzu Beringa. Zdjęcia z tego rejsu zrobił sam Jarrell.

Kto stoi za powrotem

Magazyn wydaje Bedford Media, firma modelki i przedsiębiorczyni Karlie Kloss oraz Joshuy Kushnera, do której należy też „i-D”. W marcu 2024 roku Bedford Media zawarło umowę z Dotdash Meredith: przejęło redakcję i prowadzenie biznesu, ale archiwum zdjęć i tekstów zostało przy Dotdash Meredith. Powrót zapowiadano początkowo na początek 2025 roku.

Według Fotopolis redaktorem naczelnym jest Hugo Lindgren, wcześniej redaktor „New York Times Magazine”. Za fotografię odpowiada Eve Lyons, a za oprawę graficzną Richard Turley. Przy pierwszym numerze pracowało ponad 120 fotografów, autorów i innych twórców, w tym fotografowie Daniel Arnold, Stacy Kranitz, Mark Steinmetz, Shaniqwa Jarvis i Sinna Nasseri oraz reżyser Spike Jonze.

„To, co czyniło »Life« wyjątkowym, to jego zdolność do przybliżania świata” – mówi Karlie Kloss, cytowana przez Fotopolis. Wydawca zapewnia, że redakcja zachowuje pełną niezależność.

„Druk to dopiero początek”

Tak redaktorzy piszą w liście zapowiadającym nowy „LIFE”. Dodają też: „Im szybciej przewijamy, tym mniej widzimy”.

List ukazał się najpierw w „Glasgow Courier”, lokalnej gazecie z hrabstwa Valley w Montanie. To ukłon w stronę pierwszego numeru, na którego okładce była zapora Fort Peck. Redakcja pisze, że przywraca tytuł w miejscu, w którym zaczęła się jego historia.

Obok kwartalnika ma działać bezpłatna platforma internetowa z artykułami, zdjęciami, filmami dokumentalnymi i krótkim wideo. Do każdego numeru mają powstawać materiały online, a wydawca zapowiada też limitowane odbitki, wydania specjalne i spotkania z czytelnikami. Zamiast reklam „LIFE” chce zarabiać na prenumeracie, wybranych partnerstwach z markami i programie członkowskim. Członkostwo założycielskie obejmuje cztery numery w roku, dodatkową książkę, wybrane przedmioty kolekcjonerskie i pierwszeństwo przy wydarzeniach. Cen prenumeraty i członkostwa jeszcze nie podano.

Magazyn, który opowiadał obrazem

„LIFE” założył Henry Luce w 1936 roku. Na okładce pierwszego numeru było zdjęcie Margaret Bourke-White z budowy zapory Fort Peck w Montanie. Magazyn od początku stawiał na fotoreportaż: wysyłał fotografów w świat i opowiadał historie długimi, starannie ułożonymi sekwencjami zdjęć. Relacjonował drugą wojnę światową, marsze ruchu praw obywatelskich i wyścig kosmiczny. Na jego łamach publikowali Robert Capa, Alfred Eisenstaedt, Gordon Parks i W. Eugene Smith. W latach 60. tygodnik sprzedawał ponad osiem milionów egzemplarzy tygodniowo.

Zdjęcia w „LIFE” nie były dodatkiem do tekstu. Często to one prowadziły opowieść, nadawały jej rytm i zostawały w pamięci dłużej niż sam artykuł. Fotografie z archiwum magazynu można oglądać w kolekcji LIFE w Google.

Potem przyszła telewizja. W 1972 roku „LIFE” przestał wychodzić jako tygodnik. W 1978 roku wrócił jako miesięcznik i ukazywał się do 2000 roku, a później już tylko nieregularnie, w wydaniach specjalnych.

Czy fotografia znów potrzebuje własnego magazynu?

45 dolarów za numer stawia nowy „LIFE” bliżej kolekcjonerskiego wydawnictwa niż gazety kupowanej przy okazji. Tom May z „Digital Camera World”, który przez 30 lat pracował w magazynach drukowanych, porównuje go do drogiego albumu fotograficznego. Uważa, że kupią go głównie ludzie, którym na fotografii już zależy, a pieniądze przyniosą raczej filmy, wydarzenia i odbitki niż sam druk. Życzy jednak magazynowi powodzenia, bo dobrze finansowany tytuł może zamawiać zdjęcia i opowiadać długie historie, na które redakcje mają dziś coraz mniej pieniędzy.

Dawny „LIFE” działał w zupełnie innym świecie mediów. Nowy musi konkurować nie tylko z innymi czasopismami, ale też z mediami społecznościowymi, serwisami informacyjnymi i ogromną liczbą darmowych zdjęć. Dlatego najciekawsze w tym projekcie jest połączenie papieru z internetem. Dobry druk daje fotografiom przestrzeń i pozwala kontrolować kolejność i tempo oglądania. Treści cyfrowe mogą docierać do ludzi na bieżąco i prowadzić ich do dłuższych opowieści.

O powodzeniu zdecyduje zawartość: czy redakcja znajdzie współczesne historie warte opowiedzenia zdjęciami i czy pokaże je inaczej niż codzienny strumień obrazów. Sama nazwa „LIFE” otworzy wiele drzwi, ale to fotografie i ich układ muszą przekonać czytelników, że warto poświęcić im czas i miejsce na półce. Pierwszy sprawdzian już 23 listopada.

O innych powrotach w świecie fotografii pisałem we wpisach o Polaroidzie Mod i targach Imaging World w Kolonii, a o tym, jak zmieniało się oglądanie zdjęć, w tekście 200 lat fotografii.

Źródła